Komunikat był krótki. Trzydzieści dni dyskwalifikacji za obecność trofedryny w organizmie. Substancja z leku na alergie, oficjalnie. Zanieczyszczony suplement, oficjalnie. Przypadek, oficjalnie.
Środowisko tenisowe przyjęło tę wersję z mieszaniną ulgi i sceptycyzmu — ulgi, bo Iga wróciła, sceptycyzmu, bo w sporcie na tym poziomie przypadki zdarzają się rzadziej niż chcielibyśmy wierzyć.
W ciągu tych trzydziestu dni Iga nie udzieliła ani jednego wywiadu. Jej konta w mediach społecznościowych milczały. Ci, którzy próbowali się do niej dostać — dziennikarze, znajomi, ludzie ze środowiska — napotykali mur. Mur zbudowany z prawników, menedżerów i protokołów, które w takich sytuacjach uruchamiają się automatycznie, jak systemy obronne. Za tym murem była Iga. Co robiła, co czuła, czy płakała — tego nie wiemy. Możemy się tylko domyślać.
A domysły środowiska tenisowego były różne...